Agata Kucińska

Aktorka, reżyserka, pedagog.

Rocznik ’81, wrocławianka.

Jest absolwentką PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie – Wydziału Lalkarskiego we Wrocławiu. Dyplom obroniła w 2005 r.

Zaraz po studiach podjęła pracę w macierzystej szkole teatralnej, gdzie obecnie pracuje na stanowisku profesora nadzwyczajnego oraz we Wrocławskim Teatrze Lalek jako aktorka.

Od 2002 r. współpracuje z wrocławskim niezależnym teatrem Ad Spectatores. Tu miała możliwość wziąć udział w ponad 20 premierach, a także zrealizować swoje dwa monodramy lalkowe „Sny” i obsypane nagrodami „Żywoty świętych osiedlowych”.

Ponadto reżyseruje spektakle w różnych teatrach w Polsce. Na swoim koncie ma realizacje w Teatrze Animacji w Jeleniej Górze, Wrocławskim Teatrze Lalek, Teatrze Baj w Warszawie i Opolskim Teatrze Lalek. Współrealizowała przedstawienia z udziałem lalek w Teatrze Polskim we Wrocławiu oraz Teatrze Powszechnym w Warszawie.

Realizacje w teatrze "Kubuś":

  • "Nic, Dzika Mrówka, Adam i Ewa" - Malina Prześluga, 2017 (reżyseria)

 

5 PYTAŃ DO AGATY KUCIŃSKIEJ

1. Jest pani aktorką, reżyserką i pedagogiem. Jaki wpływ na siebie nawzajem mają wiedza, doświadczenie i umiejętności zdobyte w tych trzech dziedzinach pracy zawodowej?

To bardzo ciekawe pytanie. Pełnienie funkcji reżysera i aktora to dwa zupełnie inne punkty widzenia. I zwłaszcza  te funkcje, które zdarza mi się pełnić w pracy, mają na siebie największy wpływ. Bycie pedagogiem jest jakąś wypadkową bycia aktorem i reżyserem.
Na pewno łączenie w pracy tych wszystkich ról pozwala nabrać potrzebnego w tej pracy dystansu. Jako aktorka lepiej dziś rozumiem dylematy i wszystkie obciążenia reżysera i podczas pracy mam dla niego chyba większą niż kiedyś cierpliwość, i jestem bardziej wyrozumiała. Staram się też nie obciążać reżysera swoimi osobistymi niepotrzebnymi emocjami, co oczywiście nie znaczy, że to się zawsze udaje. Z kolei będąc po tej drugiej stronie, potrafię do jakiegoś stopnia wywąchać obawy aktora, bo sama ich jako aktorka zaznaję. Jako reżyser rozumiem, że proces budowy spektaklu odbywa się do ostatniego momentu i że aktor nie musi wszystkiego wiedzieć na dwa tygodnie przed premierą. To oczywiście nie jest dla aktora łatwe, bo wymaga albo pewnej dozy cierpliwości i wytrzymałości psychicznej, albo zaufania do tej drugiej strony.
Cieszę się, że udaje mi się te funkcje łączyć i że mogę przyglądać się tej relacji z dwóch biegunów.

2. Od kilku lat w polskim teatrze lalkowym obserwujemy narastającą tendencję odchodzenia lalkarzy od pracy z lalkami, które coraz częściej zastępowane są na scenie nowoczesnymi technologiami lub dominacją aktora. Jaka jest wg Pani przyczyna tego zjawiska?

Jeśli chodzi o zagrożenie dla teatru lalkowego nowoczesnymi technologiami, to myślę, że nie ma takiego zagrożenia. Że jest tu raczej potencjał i przestrzeń do cudownej symbiozy pomiędzy nimi. Jeśli chodzi o odchodzenie od lalek... Jestem daleka i ostrożna w wydawaniu sądów dla spraw, co do których nie mam pewności i wystarczającego rozeznania. Na pewno istotny jest tu fakt, że język teatru dzisiaj sięga i powinien sięgać po bardziej współczesny język komunikacji z widzem, że klasycznie opowiedziana baśń klasycznymi lalkami może być piękna, z pewnością jest potrzebna, ale nie zaspokoi całego zapotrzebowania na współczesny teatr. Lalka, która nie naśladuje obiektu z realnego życia, takiego jak człowiek, zwierzę czy przedmiot, lecz jest jego metaforą, skrótem, przetworzeniem jest niezwykle wymagająca, potrzebuje odpowiedniego sposobu działania, odpowiedniego kontekstu. Chyba rzadko kto chce, a może rzadko potrafi, operować takimi znakami. Lalka wymaga precyzji, a więc żmudnych ćwiczeń, na to potrzeba czasu. Aktorstwo dramatyczne jest chyba nawet przez lalkarzy często bardziej lubiane, bo można się wyżyć, dalej odpłynąć w emocjach, zatracić się. To jest przyjemne. Lalka wymaga od nas cierpliwości i pokory, a do tego znalezienia jeszcze całej gamy jej zachowań. Prawie zawsze, grając kolejną postać przy pomocy lalki, znowu musimy się uczyć chodzić.

3. Czym jest dla Pani lalka teatralna?

Lalka teatralna jest znakiem postaci, którą gram i instrumentem, który próbuję maksymalnie wykorzystać. Zawsze jest inna i wymaga innego prowadzenia.

4. Reżyseruje Pani spektakle dla dziecięcej i dorosłej widowni, oparte na dramatach, ale również na tekstach pierwotnie nieprzeznaczonych do wystawienia w teatrze. Co w tekście decyduje o możliwości przełożenia go na język teatru lalkowego?

To nawet nie chodzi o to, co decyduje w tekście, ale na styku tekstu z wyobraźnią twórcy. Trudno mi mówić o cechach literatury, które przeznaczają ją dla teatru lalek. Są teksty pisane na lalki, które mnie na przykład zupełnie nie wołają.

5. W spektaklu „Nic, Dzika Mrówka, Adam i Ewa”, którego jest Pani reżyserem, aktorzy wystąpią z lalkami, rzadko oglądanymi na polskich scenach, tzw. tintamareskami. Czy animacja tego rodzaju lalek pozwoli w tym spektaklu osiągnąć jakiś zamierzony przez Panią efekt, jakąś specyficzną relację między aktorem i lalką, których nie dałyby kukły, pacynki czy marionetki?

Jest kilka przyczyn, dla których wybrałam do naszego spektaklu tintamareski. Prześluga w swoim tekście dość wnikliwie przygląda się postaciom dwójki dzieci - chłopcu i dziewczynce. Ja  w swojej inscenizacji chcę pójść za autorką i poszukać pewnych tropów, co to znaczy być dzieckiem, które dorasta i zaczyna nabierać świadomości swojej i przeciwnej płci. Chcę przyjrzeć się momentom, kiedy i dlaczego się do siebie zbliżają, a kiedy oddalają, bo na przykład stanowią źródło wzajemnego rozczarowania. Zatem postaci Adama i Ewy, bo o nich tu mowa, mają za zadania wyrazić cały wachlarz emocji, które rozpozna siedzące na widowni dziecko, co pozwoli mu się utożsamić z naszymi bohaterami. Tintamareski, lalki złożone z twarzy aktora wraz z doczepionym ciałem, odpowiednio mniejszym, mają szansę te założenia wyrazić. Poza tym połączenie twarzy aktorów, którzy są dorosłymi ludźmi z przyciasnymi, doczepionymi ciałkami tworzy proporcje charakterystyczne dla małego dziecka, które jest bardzo mocno wpisane w natury naszych bohaterów - jako pierwsi ludzie na ziemi dopiero poznają świat i oswajają się z nim.
Poza tym to formy szalenie urocze i zabawne. No i wreszcie, jeszcze nigdy z takimi nie pracowałam.